za siedmioma lasami… no tak, ale mamy 21 wiek i globalna wioskę, więc to było znacznie bliżej, w wirtualnym życiu dla niepoznaki zwanym Second Life. Tak wiec, w tym SL żył sobie i był pewien Pan. Wzorem innych, a nielicznych, swoje pasje realizował skutecznie, a przez to pośród braci awatarzej całkiem postacią znaną stał się, tak ciut wbrew swoje woli, ale skoro chciał innym konsumowanie przyjemności łatwiejszym zrobić, to dla przekory idolem swym i celebrytą go okrzyknęli.

Niemniej jak każdy celebryta i idol opędzić od łowców autografów i amatorów wspólnych zdjęć nie mógł, coraz więcej czasu poświęcać na nużące i nudne imprezy oficjalno towarzyskie musiał. I takim sposobem po kolejnej sesji zdjęć, koktajlach i sztywniackich przemowach, totalnie znużony bezsensem  takiego czasu marnowania, machnął w końcu ręką na  kolejne miliony zaproszeń na kolejne otwarcia, bankiety, rauty i jubileusze od znajomych i nieznajomych, i wybrał się w podróż daleką.. eh ten 21 wiek i SL.. ot, po prostu powypisywał się z grup i na włości swe prywatne wycofał się cichutko.

Na rancho swym (takim w postaci półtora wysepki) wraz z najukochańszą małżonką z uwielbieniem oddał się był ekscytującemu treningowi w tak frapującej sztuce walki jaką jest scryptowanie czyli pisanie nudnych acz pożytecznych programów wirtualnych komputerów, cokolwiek to znaczy. Dzielnie w swych wyczynach wspierany był przez dłubiącą niesłychanie precyzyjne jubilerskie cacka przecudną żonę. I pewnie wiedliby swój sielankowy los długo i szczęśliwie, i tu koniec bajki mógłby się okazać, czyli takie żyli długo i szczęśliwie, a jako, że już po ślubie było, więc nie powiem, że i ja na weselisku byłam, miód i wino piłam.

No właśnie.. a właśnie, że byłam. Nie na weselisku ale tak przez przypadek tą sielankę zburzyłam. Jako zła czarownica wpadłam, miotłą zaszurałam, wszystko poprzewracałam. Zwyczajem swym skrytykowałam wszystko wszyściutko i pozostałą resztę też, począwszy od koloru lakieru na prywatnym helikopterze ustawionym bez sensu na lądowisku obok hacjendy na rdzewiejącego jeepa pod jej bramą nie oszczędzając; poprzez zżerany przez korniki jacht motorowy aż po kształt ziarenek pustynnej plaży ledwie muskanej przez leniwe fale nudnego oceanu. No taka totalna sielanka holywoodzka w hawajskiej scenerii i nic, tylko żyć i nie umierać.

Kamieniami obrzuciłam plaże, wiatrem spod miotły potężne fale wzniosłam aż kipiel ponad kamienie bryzgami wzniesiona piasek zalała i od tej wilgoci palmy daktylowo – kokosowe wyrosły i romantyzmu.. ekh.. reumatyzmu nabawiły się po powyginane przez wichury, tornada i inne cyklonowe huragany. Zamieszałam na tyle aby perfekcjonalista i dłubaczka.. albo odwrotnie, be sił zużytych w sprzątaniu po mnie omdleli. Gdy zaś się ocknęli, zgodnie uznali, że z furią (albo furiatką) walczyć nie można i jako mądre wielkie drzewa pod wichurą ugięli się. Kilkoma elementami zasłonili tylko co największe miejsca spustoszeń jakie udało mi się zrzucając małe bombki zrobić. I tak powstały zatoczki, wodospadziki, bajorka do kąpieli, jakieś chatynki w których schronić się można by przed okiem furiatki, gdy groźnym spojrzeniem spetryfikować zachciałaby ewentualnych chętnych na windsurfing czy przejażdżką na nartach wodnych – ale ku przestrodze posągi dwojga niepokornych śmiałków już na progu witają ryzykantów.

Wprawdzie zostały tu i ówdzie oazy spokoju, jakieś ręczniczki do polegiwania na słoneczku czy czynienia miłości, jakiś tajny namiocik na szczycie wzgórza z pełną propozycją spędzenia dłuższego czasu we dwoje ale obiecuje solennie że i temu, jako zbyt ugrzecznionemu się przyjrzę i w odpowiednim momencie odpowiedni bałagan wprowadzę.

Jednym słowem.. z perfekcyjnej wysepki CCS Centrum Cnotliwego Seksu wyrosło, które nawet swój dział internetowy otworzyło ( przestrzenio-czaso-przenaszacz klikalny wiodący na kolejny blog. ) albowiem para pedantyczna, w walce swej z naporem szalonej bajkoopowiadaczki nie ustępuje, ugina się ale trwają niczym niezniszczalna opoka.

No oczywiście nie byłabym sobą, gdybym

dokumentacji fotograficznej tego, co udało mi się zniszczyć a tym Dwojgu Wspaniałym odtworzyć, nie zrobiła, i oczywiście w standartowym miejscu nie umieściła czyli szczegóły na Piccassie.. taki mały, wstępny reportażyk i, mam nadzieje, wart SLWordPress Photo Award 1 price, of course.

A jako, że przyznaję, nieźle – i jestem z tego dumna – namieszałam, w zamiarach dalszego zakłócania sielanki nie ustąpię, wszelkie kolejne raporty z miejsca dramatu zamieszczać już będę u samego ich źródła czyli tam, na tamtym blogu, poświeconym tej szalonej i do szpiku kości zdegenerowanej oazie cnotliwości wyuzdanej

Ryzykantów wszelako uprzedzam, że CCS nie jest, wzorem każdej wersji raju, szeroko otwarte dla publiczności, i aby się tam dostać bilet zapraszający trzeba zaposiadać. Wprawdzie zdobycie go jest trywialnie proste, wystarczy bowiem:

  • zdać 181 etapowy test na poczucie humoru,
  • wykazać się posiadaniem świadectwa niemoralności na 224 poziomie,
  • okazać certyfikat nagiej odwagi stopnia 3

i co najmniej ważne oczywiście , napisać podanie o przydział wejściówki. Skoro jest podanie to załączniki są niezbędne.. proponuje przede wszystkim banana na twarz