You are currently browsing the tag archive for the 'hawaje' tag.
No to się doczkaliśmy.. w Second Kraków pierwszych namacalnych skutków globalnego ocieplenia. Wprawdzie w SL pogoda nie jest tak szalona jak w RL ale coś i w tej sprawie drgnęło..
Piękny słoneczny dzień pod Adasiem w Krakowie, leniwa pora wygrzewania się awatarzyc i awatarów na wirtualnym słoneczku i powolnego chatowania “zakłóciło” przybycie oryginalnych gości.
Dwóch rodowitych Maorysów z Maui a moze Hawajczykow z Nowej Zelandii przybylo do szacownego Cesarsko – Królewskiego Miasta Krakowa, wzbudzajac niekłamane zainteresowanie znudzonych przeintelektualizowanymi pogaduszkami tubylców.
Władając perfekcyjną polszczyzna przybysze przynali, że do emigracji z ich własnego kraju zmuszeni zostali poprzez coraz to pogarsząjace się warunki atmosferyczne. Tsunami niemal codziennie umiemożliwiąjace spokojne surfowanie, potoki lawy wylewające sie z kuchenek i siarką psujące smak grilowanych moa czy wręcz niemożebne do zniesienia pastelowe barwy zachodów słońca nad oceanem umiemożliwiaja im dalszą spokojną egzystencje, zamieniajac dotychczasowy raj w piekło nie do zniesienia.
Zniesmaczeni warunkami panującymi we własnej ojczyżnie, o azyl klimatyczny byli poprosili, wykonując w rytm bębnów (puszczanych na voice) blagalno - powitalny taniec bula-gula. Pokaz ten zrobił na nas ogromne wrażenie a estetyka wykonania była mistrzowska, oraz ze wzgledu na pewne walory wizualne samych emigrantów temu pokazowi towarzyszące (dla dorosłych a uważnych obserwatorów), po szybkiej naradzie postanowiłyśmy przyjąć (z otwartymi ramionami, i nie tylko) wygnańców pod naszego Adasia.
Aby ułatwić im asymilację przyjęłyśmy, że jedyną osłodą po raju utraconym będzie, jeżeli “ochotniczka” w rodzimym gości naszych stroju pseudo-turystycznio-ludowym się okaże, oddając szanownym gościom należyty szacunek dla ich desperacji i doceniając wybór Krakowa jako kolejnego raju na ziemi. Co pokreślone zostało unoszącą się czarną smużką dymu z komina sąsiedniej kamienicy rozsiewającą uroczy zapach siarki i fenolu oraz chmarą gołębi dokładnie użyżniających skamieniałe trawniki (dodatek amoniaku)
Po części oficjalnej przyszła pora na część artystyczną. Wyrazem większości było zaproszenie na nią najbardziej poranionego i zachrypniętego artysty, bożyszcza tabloidów i biegających tu i ówdzie marnych naśladowczyń Barbie w swoich mikro-mini-sukieneczkach, jako wyraz naszego szczególnego oddania sprawie dalszego i skutecznego pogłębiania efektu globalnego ocieplenia.
Wprawdzie samego koncertu jako takiego nie było (ze wzgledów technicznych), lecz sam M.X.W. swoją rozjaśniającą otoczenie (dzieki ustawionemu na maksymalne rażenie facelightowi) obecnością spowodował, że goście nasi poczuli się niemal jak u siebie w domu. Oświadczył on bowiem naszym gościom, co zostało przyjęte z niekłamanym wręcz entuzjazmem, że właśnie cieżką grypę przechodzi i głowa od kilkudniowego intensywnego leczenia się wysokoprocentowymi sposobami domowymi (co jest naturalne ze względu na dążący do idealu stan naszej służby zdrowia) boli go przeokrutnie.
Tym też sposobem, problem globalnego ocieplenia w wersji SL, okazał się mało znaczącym, a od tej chwili kawałek bruku przed pomnikiem Adasia w mikro raj Hawajski się zamienił.
Co sokiem ananasowym ( z puszki, 14 różnych E included) zatwierdziwszy, niniejszym do annałow historii CKM Krakowa dopisuję.
Mahalo, Aloha.






Najnowsze komentarze