You are currently browsing the tag archive for the 'Second Poland' tag.
Jeszcze nie przebolałam swojego poprzedniego wpisu o Lemowskim przedstawieniu w Teatrze Królewskim w Second Poznań, a już Szer uraczył był nas następną nowalijką.
Tym razem całkowicie, na 100%, własnego pomysłu i przemysłu. Od scenariusza, poprzez dialogi, dekoracje, reżyserie i wykonanie. Szer i zespół pokazali coś znów wspaniałego..
Zła byłam na siebie, że tak lakonicznie opisałam poprzednią premierę i szczerze mówiąc, dziś wybrałam się do Teatru Królewskiego tak lekko nastroszona – bo właściwie, to co jeszcze może Szer wymyślić. Już zaskoczenia nie będzie. Zła na siebie, bo jak w powiedzeniu – daj kurze grzędę, wyżej siędę.. – niczego nowego, a raczej powrotu do statyki, się spodziewałam.
I sie rozczarowałam. Uff.. jak wspaniałe są takie rozczarowania.
Obrotowa scena działa, kilka różnych scenografii bogatych i dopracowanychdo ostatniego szczegółu; mimo problemów z odbiorem dźwięków – głos bardzo czytelny, wydaje się, że zrozumiałam wszystko. I nowe pomysły.. pierwszy z zamiana postaci na obrazie, drugi z lustrem. Niby nic wielkiego ale jak podkreślającego ważne elementy.
Spędziłam godzinę w prawdziwym teatrze. Nie jakimś tam wirtualnym świecie ale byłam w Teatrze. Czułam się, siedząc przed komputerem, jak w Teatrze, byłam przez moment tam, na widowni. To zawdzięczam grupie teatromaniaków, i zawsze będę to podkreślać, że są tacy wspaniali ludzie, którym się chce coś dla innych zrobić.
Obojętne, co inni sobie myślą o jakiś uzależnieniach czy wsiąknięciu w wirtualny świat, w Second Poznań pojawił się najprawdziwszy Teatr wystawiający jedyne w swoim rodzaju, nigdzie indziej nie wystawiane sztuki. Jest tam grupa ludzi, którzy przy pomocy SL realizują swoje unikalne pomysły.
Tego nie znajdę nigdzie indziej.
Cieszę się, że większość członków tej grupy znam. Cieszę się, że robią to, co robią i nie znajduję słów, aby wyrazić jak bardzo jestem szczęśliwa mogąc usiąść swoim awaterem (czy na pewno? ) na widowni i po prostu chłonąć.
Jacek Short już na swoim blogu wystawił recenzje – i prawie zgadzam się z nią prawie w całej rozciągłości poza jednym malutkim wyjątkiem – nie zgodzę się tylko z jego oceną. Nie mocna czwórka ale zasłużona piątka z plusem.
Mikry zestaw zdjęć z premiery jak zwykle na Picassie.
Pytanie.. czym następnym razem zaskoczy Szer i zespół ? Postawili wysoko poprzeczkę. Sobie. Ciekawa jestem też, czy znajdzie sie ktokolwiek, kto podejmie się trudu zrobienia czegoś co najmniej technicznie podobnego, skomplikowanego ?
A przy okazji – na widowni było ponad 40 osób – i lagowało przeokrutnie ale to drobiazg. Tak, na moje oko, na spektaklu w Teatrze w niedalekim mi mieście, tylu widzów nie uświadczy. To chyba coś znaczy.
Daaawnoo.. dawno już nie było Teatru. Na naszych Polskich rejonach. Od jakiegoś czasu wiedziałam, że Szer coś szykuje. Hm.. nawet mnie zapraszał abym obejrzała próby i przygotowania. Odmawiałam konsekwentnie. I naprawdę.. dobrze zrobiłam. Cieszę się, że nie wiedziałam wcześniej co szykuje. Ale po kolei..
Zapowiedź Szera o inauguracji czy reaktywacji Teatru Królewskiego w Second Poznań pojawiła się kilka dni temu na forum. Przyznam, że po raz pierwszy podporządkowałam swoje RL aby na tym przedstawieniu być.
Zastałam Teatr pełny. Lagowało całkiem nieźle.. Towarzystwo oczekujące w przepastnych fotelach rozgadane..
Potem odezwał się gong, światło zgasło, kurtyna poszła w górę.. i zaskoczenie aż trudno to opisać. Szok. To trzeba samemu zobaczyć. Żadne słowa nie oddadzą tego co się działo.
Las, Szer basowym głosem opowiada.. o, mówi i rusza się. Nie siedzi przy jakimś animowanym ognisku – spaceruje i mówi, gdy mówi o deszczu – deszcz zaczyna padać; idzie gdzieś, nie znika to sceneria się zmienia; spotyka kogoś i z nim rozmawia i to jest rozmowa ze wszech miar naturalna. Akcja przenosi sie do wnętrza domu. Aktorzy grają. Tak, właśnie, grają. W słowa wplecione są gesty, całkiem naturalne gesty. Wszystko zaś doskonale zsynchronizowane z tym co ze słuchawki wpada do mojego ucha.
zdjęcia tego w pełni nie oddaja ale oto Picassowy Link.. no gdzieżby indziej.. TUTAJ !
Byłam już kilkukrotnie na różnych przedstawieniach. Zawsze to była mała scenka, ustawiona, statyczna. Mimo ruchu jej towarzyszącego to jednak statyczna. Teraz Szer pokazał coś całkowicie nowego. Obrotowa scena po której aktorzy się swobodnie poruszali. Rozmowa podkreślona gestami.. właściwie wszytko dokładnie tak jak w teatrze czy filmie.
Wielkie brawa, doprawdy. To juz nie jest czytanie po voice, już nie te wciąż w kółko odtwarzana animacja z kulki. Dynamiczne zmiany scenografii dzięki obrotowej scenie, efekty specjalne, aktorzy poruszający się własnym ruchem i grający nie tylko głosem ale całym sobą. Wszystko doskonale dopasowane do siebie. Nawet lagi wielkiego zamieszania nie wywołały.. Słowem, Prawdziwy Teatr.
Więc i po zakończeniu obaj Panowie, Szer i Abelard, pojawiwszy się przed sceną zobaczyli kolejkę Pań (i Panów) pragnących wyrazić swoje ukontentowanie osobistymi hugami..
Pełna podziwu, zafascynowana, ukontentowana, mile zaskoczona zasiadam aby obwieścić – dnia 21 lipca SL pożegnało się ze słuchowiskami, pogadankami na voice do tłumu czy czytaniem bajeczek w całkowitym, wyjąwszy monotonnie animowane płomienie jakiegoś ogniska, bezruchu. Koniec ery statycznego “Teatru”, zaczyna się epoka Teatru dynamicznego. Aktorskiego, pełnego. Pamiętam, że to jest SL, wiem o jego ograniczeniach, widzę jak kolejne bariery zostają złamane.
Dziękuję, Szer, Dziękuję, Abelard, Dziękuję, Irene. Pokazaliście, po raz kolejny, że jak się chce, to można. I, że można coś zrobić naprawdę dobrze. I, że za każdym razem czymś zaskakujecie. Nowością, pomysłami i umiejętnością ich zrealizowania. Najszczersze gratulacje.
Mam tylko do Was taką jedna maleńką, maluteńką prośbę.. naprawdę mikroskopijną. Nic takiego. Proszę Was.. róbcie, proszę, taki TEATR częściej, więcej i jeszcze piękniej i wciąż zaskakujcie.
Małe wydarzenie wczoraj wieczorem w Second Poland. Właściwie nic szczególnego, podrygiwanie tłumku w rytm muzyki takie jakie w tysiącach odmian każdego wieczoru a to zależnie od strefy czasowej czyli o dowolnej porze naszego dnia i nocy, można spotkać w SL.
Nic nadzwyczajnego, norma, codzienność. A jednak coś innego tym razem a to za sprawą trzech prowadzących czy jak to sie mówi – grających DJ-ów.
Każdy z nich z osobna i wszyscy razem są bohaterami ciemniejszej strony SL. Każdy z nich na czarnej liście miejsce w czołówce ostatnio zajmuje czyli po prostu są zabanowani. Bohaterowie pyskówek, zadym i rozróbek. Tym razem postanowili zaskoczyć wszystkich i pokazać się z innej strony.
W samym centrum ich uprzedniej niechlubnej działalności własnym sumptem i przy małej pomocy właścicieli rejonu… opps, tych znienawidzonych klawiszy czy SWAT-ków, niewielka ale miła i spokojną imprezę przygotowali.
We własne oczy i słowa nie wierze. Ja to napisałam, ja tam byłam. Osobiście im bany zdjęłam i na własnym foteliku przy komputerze obserwując tę sielankę uśmiechałam się. To już przechodzi ludzkie pojęcie co się dzieje. Zamiast walczyć na słowa, kicki i bany można było ot tak spokojnie i miło spędzić czas ?
Było tak miło, sielsko i anielsko że jak widać nawet jakieś poczciwy smok albinos usadowiony pod sceną, kontemplował nastrój.
Rozrabiacy zaskoczyli mnie całkowicie. Z przerażeniem oczekuję tej chwili kiedy będę musiała z pokorą poczłapać do listy banów i ze smutkiem na twarzy oraz ręką drżącą ze zdenerwowania nacisnąć przycisk “Remove” niszcząc bezpowrotnie te cenne wpisy.
Ale.. zrobię to z głęboko skrywaną radością.
Słyszałam od dawna, że nasz Teatr ma się dobrze i jakiś nowy spektakl przygotowuje. Plotki, ploteczki.. gdzieś Szer zapowiadał, że na ruinach PR nowe zasiał i czeka na to co wykiełkuje. Czekałam, czekałam.. i nagle, niespodzianie, maile otwieram, a tam lakoniczne przekazanie IM-a z zaproszeniem.
Nie do ruin Teatru PR a do samej SL Opery na całkiem nowy spektakl. Zaintrygowana rzuciłam wszystko i zalogowałam się.
No i rzut oka wystarczył.. by określić o czym to będzie. No a potem się zaczęło. 70 osób na simie swoje daje. Zwykle podśmiewałam się z tych narzekających na lagi.. i poznałam w końcu, co to są te lagi. Dźwięk się chyba rwał, co rusz to trzeba było resetować stream, kurtyna nie chciała znikać, między kolejnymi utworami długie przerwy. Podziwiałam samozaparcie aktorów, że mimo to..
Wiem, wszyscy będą spodziewać, że wciąż i bez ustanku wszystko i wszystkich krytykuje. Zacznę od siebie.. zdjęć porządnych nie zrobiłam, interface klienta mi się włączyło skutecznie psując ponad 100 fotek. Co by tu jeszcze.. zła jestem, ot co. Szukam usilnie do czego mogłabym sie przyczepić, co zjadliwie opisać, łatkę przyczepić, wysilam sie, wysilam i nic mi do głowy nie przychodzi.
Lagi i bohatersko z nimi wałczący zespól tylko mi uświadamiają jak wspaniałe jest SL. Właśnie, ze względu na opór materii. Ze względu na to, że taka duża grupa ludzi zrobiła coś.. no niestety, wspaniałego.
Zestaw najsłynniejszych piosenek Marylin Monroe tym razem, odbiegając od tradycji i standardu, pokazany został jako zbiór scenek. Do każdej inna scenografia, inne stroje, inna choreografia. To robi naprawdę wrażenie. Nieważne te lagi, nieważne niedociągnięcia techniczne. Ten zespół to zrobił. W sumie pięć ujęć, scen czy piosenek. Dopracowane i szczegółowe. Nawet stojący w tle kontrabasista przypomina, jako żywo, grającego w filmie tę rolę samego Tonego Curtissa.
“Diamods are a girl’s best friend” – finałowa piosenka jest bardzo wymowna.. te diamenciki były, nasze, były tam na scenie dając godzinę rozrywki, uśmiechu i po prostu radości. Już nie tylko w naszym polskim, hermetycznym światku bowiem towarzystwo zapełniające widownie było wielce międzynarodowe.
Nie mnie to oceniać, wydaje się mi tylko, że, to właśnie przedstawienie pokazuje, iż Teatr w SL może być także bardziej dynamiczny a nie tylko odtworzonym w wirtualnej przestrzeni, statycznym słuchowiskiem.
Może uda się poprosić Szera z zespołem, albo zespół Szera, aby powtórzył ten wyczyn, przy mniejszej widowni, z mniejszymi lagami. Może któryś z polskich rejonów wystosuje zaproszenie ? Była premiera światowa, byłaby i Polska. Zachęcałabym, aby to zobaczyć, a nie tylko posłuchać.
Ledwie co, tydzień temu, Sql tytuł najlepszego scryptera SL otrzymał.. Gratuluje, Sql ! Owacje na jego cześć jeszcze nie umilkły a znów coś nowego i innowacyjnego z naszego zakątka wychodzi.
Cała, ocalała z pogromu kolekcja zdjęć ze światowej prapremiery, jak zwykle na Picassie.
Pierwszy raz coś zapowiadano na określona godzinę i o określonej godzinie się rozpoczęło. Ewenement w Secodn Life.. a jednak.. bo chodziło o Manifestacje Rowności.. dla wszelkich awatarów.

a dokladniej chodziło o zamanifestowanie rowości wszelakiej maści awatarów. Wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, że przyjęcie postaci innej niż ludzka, spotyka się z dziwną, moim zdaniem, nietolerancja innych. I tak było i tym razem. Ledwie manifestanci podeszli pod pomnik Mickiewicza a już w ich stronę poleciały niewybredne ( eufenizm dla tych wulgarności) epitety. Zadziwiające.. na codzień można spotkać setki klonów.. wiekszość awatarów to takie same shape i skiny z jednego freebiesowego sklepu.. Kiedy ktoś bardziej charakterystycznie wyglądający się pojawia, natychmiast owe klony zaczynają.. no, też niezbyt orginalne w swej postaci, komentarze.. Najczęściej wulgarne i chamskie.
A gdzie motto SL – Your World, Your Imagination.

W pogodnych nastrojach, bo takie zachowania klonów nikogo ani nie zaskoczyły ani nie ździwiły, obeszliśmy Krakowski Rynek dookoła.. Pod Klubem Palaceum były tańce.. a potem, na powrót po Adasiem pamiątkowe zdjęcie..

i pokaz .. hm, ogni sztucznych.
I wszystko byłoby wspaniale, z humorem i uśmiechem ale oczywiście musiał się pojawić kolejny klon SL-owej tipsiary..

bo zauważcie jak potrafi na końcóweczkach nożnych pazurków stać.. i utrzymuje równowage.
Oczywiściw w ciągu minuty panienka postawiła diagnozę dotyczącą wszystkich uczestników manifestacji. Jak ktoś wspomniał w czasie manifestacji “w czyimś oku widzisz drzazgę, a w swoim belki nie dostrzegasz” – takich doktorów z podstawówki, no może pierwszych lat gimnazjum ostatnio w SL obrodziło.. aha, ferie szkolne.. no i wszystko jasne.
Tradycyjnie.. całość relacji fotograficznej umieściłam w Picassie.
Otrzymalam wiadomość.. no kilkanaście tej samej treści.. że oto w Second Poland coś się ruszyło i właśnie rozpoczynający się w Krakowie festiwal “Sacrum Profanum” będzie retransmitowany w SL. “Wow” powiedziałam sobie. Byłam już na kilku tego typu imprezach w SL ale nigdy takiej organizowanej przez rodaków.
Zaproszenie miało treść następującą:
Dzisiaj, o godzinie 20 w specjalnej Hali Koncertowej zbudowanej nad Wyspa Startowa w Second Poland bedzie mozna wysluchac pierwszego z serii koncertow.
Festiwal potrwa od 14 do 21 wrzesnia i codziennie bedzie mozna wysluchac dwoch koncertow. Obowiazuja stroje wieczorowe !
No coż.. Specjalna sala i stroje wieczorowe. Aż mi się oczka zaświeciły na sama myśl o czekających mnie atrakcjach a nie z powodu goraczki. A może z obu.
Przerzuciłam błyskawicznie swoje zasoby w ciucholandi.. naprawdę, tylko 4 godziny. Fryzjer, makijaż się w tym przypadku nie liczy. To nic w porówananiu z prędkością podróżowania, SL jest doprawdy niezastąpione pod tym względem.
Doprawdy imponujące. Ludzie już się zaczeli schodzić, pora zająć miejsce i ustawić aparaturę przygotowywując się na ucztę.
Koncert jak zwykle zaczął się z małym opóźnieniem jednak organizatorzy zadbali o chwilę rozrywki i jak przystało na profesjonalną imprezę szampan był za darmo…
Potem już tylko było lepiej.. wspaniała orkiestra, wspaniała muzyka, cudowne 40 minut wytchnienia.
Wydaje się, że po kilku nerwowych nieco dniach fala tsunami wywołana przez TVN-owską “Uwagę”, jaka się przetoczyla przez Second Poland (i nie tylko), została niejako opanowana
To samo pokazała Mad, z innej kamery tylko. a to już było po kulminacji fali. Na tyle spokojnie aby Adasia odwiedzić i kilka okazjonalnych zdjęć zrobić.
natlok gawiedzi przeogromny, ścisk niebywały, nawet co wytrawniejsi rezydenci z minami pełnymi rezygnacji, znosili cierpliwie najazd a i niewydolność serwerów i łączy utrzymuących ten świat na orbicie.
przykladem niech bedzie zapadnięta w beton ławeczki Callie
Nie przejmujcie się, że obok Caliie cień jakowyś szaroburo majaczy.. natenczas Jaglarz był przeze mnie skutecznie, i bardzo dokładnie, jak widać, ignorowany. Dopiero przy sprzątaniu plaż po fali, zasłużył się na tyle, abym mu dawną, zafajkowana i kapeluszniczą postać przywrócić, i tym samym do mojego świata barw i kolorów powrócił. Wood jak zwykle oszałamiający blaskiem stosownie za przywoitkę był pracował.
Niemniej jednak zdarzało sie, że tsunami wyrzucało na na Krakowski Rynek także śmieci.
Właśnie ta akcja, półgodzinne błaganie skretyniałego dziecka do zachowania jakiegokolwiek umiaru, nakłoniła mnie do przeprowadzenia frontalnego ataku na SK jednostkę S.W.A.T, której dowódcy, sami widać nieco zdegustowani brakami kadrowymi, zechcieli mnie na swoją podszeregową przyjąć. Niestety, co widać poniżej, łączy się to z upokarzającym rytuałem przebierania się w te ………..( censored by Broxer
) mundurki. Czegoż w imię zachowania czystości i tego specyficznego klimatu Rynku Krakowskiego sie nie robi. Brrr..
JWPP Krakowa raczy spojrzeć na nas łaskawym wzorkiem, i dla tego tlumu turystów dodatkowe ławeczki.. z dopasowanymi animacjami – dostawi ? Ciekawe ! Przeczyta ? Zareaguje.
W Krakowie jak widomo Smoki rządzą, rzecz oczywista.
W ramach nowych obowiązków – jako mlodszy podszeregowy niby militarnej, policyjno podobnej jesdnostki o nazwie SWAT (ah. z moimi kochanymi kropkami podzielonej S.W.A.T. ) pod opieką starszego nadburmuszonego (ale najładniejszego), na Jego Rozkaz przybyłam porządku dopilnować (co oznacza – ppp – przynieś, podaj, pozamiataj) w stołecznym mieście Poznaniu.
Bez niespodzianek. Byłam pokłoniłam się, jak zawsze, Jego Wysokości Panu Prezydentowi Miasta(JWPPM), który, jak zawsze, tę samą, jak zawsze, ławeczkę okupował i już miałam się śpiesznie oddalić gdy…
nadciągnęło to COŚ..
Pan Prezydent czmychnął co sił w nogach, o czym świadczy pusta już ławeczka i obłoczki kurzu rozwiewajace się w chłodnym wieczronym powiewie.. Mój Naburmuszony (ah, ta gwiazdka na pagonie) przezornie za moimi plecami był się skrył. (Dowody? - na załączonym obrazku !)
Cóż robić ? Pierwsza Anulkowa zasada – olśnić ! (wróć.. oślepić) Ubrałam więc najszerszy i najbielszy uśmiech naprzeciwko niebezpieczeństwu wyruszając.
Stwór wygladał niezgułowato nieco. Oczy był przymróżył oślepion blaskiem uśmiechu mego i słabowitym głosem poskarżył się był, że wszyscy na jego widok dyla dają (including JWPPM ) a on tylko taki biedny Ślimak jest. I bezdomy jest, I do tego zabłąkany jest. Płakał prawie.
Po małym przesłuchaniu dowiedziałam się, tak przy okazji, kto to tak bezczelnie moje poziomki ukochane i własnoręcznie posadzone i plewione, poogryzał. Przyciśnięty podeszwą do poznańskiego bruku, przyznał sie był do wszystkiego, nawet do zablokowania pompy fontannowej (jest jakiś hydraulik na sali ?) przy moim stawie i pomieszkiwania bez meldunku w psiej budzie przed moim domem (ciekawostka.. nie mam psa ani tym bardziej psiej budy, muszę sobie w SL sprawić!)
Po krótkiej więc naradzie z przełożonymi (moimi), Ślimak przyznający się do dowolnie wybranego występku uznany został jednogłośnie za mitomana, nie został więc aresztowany, wszelkie grzechy (rzeczywiste i wirtualne) poszły w zapomnienie, kartoteka wyczyszczona, punktów karnych brak.
Taki mały Happy End.. ktory uczciliśmy.
Aha.. zdjęcie powyżej to nie JA opublikowałam. W ogóle, to nie wiadomo, dlaczego się tu znajduje. Ani naprawdę nie dokumentuje, gdzie w razie wyższej koniecznosći należy poszukać Stróżów Prawa i Porządku
PS. Dla tych bez poczucia humoru.. zdjęcia i tekst powyżej to jest żart i forma żartobliwa - proszę tego AŻ tak na serio nie brać. W klubach i barach nas nie szukajcie.. Wbrew wyrażnym rozkazom przelożonych, ubraliśmy mundurki aby do tego zdjęcia pozowac.. PO SŁUŻBIE.
Kraków słynie ze smoków.
Pojawil się nowy. Zza Sukiennic coś wychyliło się niezgrabnie i stąpać aż ziemia drżała zaczęło w naszą stronę.
Nieco szkod po drodze toto narobiło. Siostry i bracia w Awatarze rozpierzchli się, gdzie kto może, gdy naszym oczom w całej okazałości ukazał się..
SMOK. Zaryczał, zadudnił.. ogniem zionął
ale nieskutecznie. Anulka ognioodporna jest. Smok pomarkotniał nieco
i widząc bezkuteczność swoich wysiłków
pokłonił się nisko bohaterskiej Anulce.
Bo to Milusi Smoczek był.
Koniec bajki.. a teraz, dzieci, proszę już iść spać.
))
A to dopiero był szokujący widok.. przebiegłam Sukiennicami śpiesząc pod Adasia, rzut oka i zdębiałam..
Smoczysko.. wylazło toto z Jamy pod Wawelem i na Rynku zasiało postrach ??? Strach.. na pierwszy rzut oka, bo na drugi, już wygladalo nader przyjacielsko.. i ten uśmiech. Nie wiem dlaczego kojarzy mi sie to z takim nieco podstarzałym bernardynem o imieniu Beethoven ?
Moze tylko ten smoczek zęby miał z lekka niedomyte - z daleka nie czułam ale ten Szewczyk Dratewka?
Co ten Dratewka mu zrobił że po chwilce smoczysko przesympatyczne rozpłomieniło sie ?? A może to nie płomienie, tylko taki smoczy welon.. smoczyca ? Płomienne miłość ? Slub Dratewki ze Smoczycą.. coś mi tu Shrekiem zalatuje.
I akurat wtedy Lindeni wkroczyli do akcji.. czyli klient sie zapsiuł. Po kwadransie nieudanych logowań zrezygniowałam z próby wkręcenia się na weselisko.























Najnowsze komentarze