You are currently browsing the tag archive for the 'spektakl' tag.
Słyszałam od dawna, że nasz Teatr ma się dobrze i jakiś nowy spektakl przygotowuje. Plotki, ploteczki.. gdzieś Szer zapowiadał, że na ruinach PR nowe zasiał i czeka na to co wykiełkuje. Czekałam, czekałam.. i nagle, niespodzianie, maile otwieram, a tam lakoniczne przekazanie IM-a z zaproszeniem.
Nie do ruin Teatru PR a do samej SL Opery na całkiem nowy spektakl. Zaintrygowana rzuciłam wszystko i zalogowałam się.
No i rzut oka wystarczył.. by określić o czym to będzie. No a potem się zaczęło. 70 osób na simie swoje daje. Zwykle podśmiewałam się z tych narzekających na lagi.. i poznałam w końcu, co to są te lagi. Dźwięk się chyba rwał, co rusz to trzeba było resetować stream, kurtyna nie chciała znikać, między kolejnymi utworami długie przerwy. Podziwiałam samozaparcie aktorów, że mimo to..
Wiem, wszyscy będą spodziewać, że wciąż i bez ustanku wszystko i wszystkich krytykuje. Zacznę od siebie.. zdjęć porządnych nie zrobiłam, interface klienta mi się włączyło skutecznie psując ponad 100 fotek. Co by tu jeszcze.. zła jestem, ot co. Szukam usilnie do czego mogłabym sie przyczepić, co zjadliwie opisać, łatkę przyczepić, wysilam sie, wysilam i nic mi do głowy nie przychodzi.
Lagi i bohatersko z nimi wałczący zespól tylko mi uświadamiają jak wspaniałe jest SL. Właśnie, ze względu na opór materii. Ze względu na to, że taka duża grupa ludzi zrobiła coś.. no niestety, wspaniałego.
Zestaw najsłynniejszych piosenek Marylin Monroe tym razem, odbiegając od tradycji i standardu, pokazany został jako zbiór scenek. Do każdej inna scenografia, inne stroje, inna choreografia. To robi naprawdę wrażenie. Nieważne te lagi, nieważne niedociągnięcia techniczne. Ten zespół to zrobił. W sumie pięć ujęć, scen czy piosenek. Dopracowane i szczegółowe. Nawet stojący w tle kontrabasista przypomina, jako żywo, grającego w filmie tę rolę samego Tonego Curtissa.
“Diamods are a girl’s best friend” – finałowa piosenka jest bardzo wymowna.. te diamenciki były, nasze, były tam na scenie dając godzinę rozrywki, uśmiechu i po prostu radości. Już nie tylko w naszym polskim, hermetycznym światku bowiem towarzystwo zapełniające widownie było wielce międzynarodowe.
Nie mnie to oceniać, wydaje się mi tylko, że, to właśnie przedstawienie pokazuje, iż Teatr w SL może być także bardziej dynamiczny a nie tylko odtworzonym w wirtualnej przestrzeni, statycznym słuchowiskiem.
Może uda się poprosić Szera z zespołem, albo zespół Szera, aby powtórzył ten wyczyn, przy mniejszej widowni, z mniejszymi lagami. Może któryś z polskich rejonów wystosuje zaproszenie ? Była premiera światowa, byłaby i Polska. Zachęcałabym, aby to zobaczyć, a nie tylko posłuchać.
Ledwie co, tydzień temu, Sql tytuł najlepszego scryptera SL otrzymał.. Gratuluje, Sql ! Owacje na jego cześć jeszcze nie umilkły a znów coś nowego i innowacyjnego z naszego zakątka wychodzi.
Cała, ocalała z pogromu kolekcja zdjęć ze światowej prapremiery, jak zwykle na Picassie.
Niezbyt szumnie zapowiadany.. jeden mały wpis na naszym forum. Nic więcej.. no i gdzieś ploteczka w tablodzie, która dziś okazała sie prawdą. Mam to szczęście, że mogę jednego z twórców nowego polskiego rejonu zaliczać do grona swoich przyjaciół. Tak, wiem, zadziwiające.. nie takie cuda w SL-owym świecie się zdarzają..
W każdym razie, w niedzielne popołudnie zajrzałam do maili i wśród zalewu IM-ów., taki jedne na czerwono oznaczony, od przyjaciela, szczególnie wpadł mi w oko. No i jak miałabym nie polecieć na otwarcie. Logowanie się, rozpaczliwe przeglądanie 9000 sztuk garderoby a czas ucieka, a tu IM za IM-em się sypie.. zrezygnowana wciągam na siebie cokolwiek, co nie przyniesie większego wstydu i proszę o TP, zaglądając gorączkowo do programu otwarcia.. oczywiście już dawno po ceremonii.. trudno, dowiem sie u JWP Żródła (on Ci sam na zdjęciu poniżej )

Pierwsze wrażenie (no to się liczy) można określić jednym słowem .. WOW.. dookoła pełno ludzi, wciąż jak w rekcji łańcuchowej, każdy rozsyła TP do listy aktywnych przyjaciół. Rozmowa jak to w tłumie, każdy swoje, mało kto jest w stanie znależć odpowiedź na swoje pytania.. Co, jak dlaczego, jaki pomysł, o co chodzi, jaki program przedsięwzięcia, kto i dla kogo,. a co będzie .. nic.. po prostu powstał nowy rejon. Właściciele otwierają go dla publiczności i tyle.
Ma być koncert na otwarcie. Przypominam sobie jeden wielki lag na otwarcie Republiki.. o nie, tym razem nie dam się. Poczekam. Widać i organizatorzy tak sobie pomyśleli, bowiem czas do koncertu jakimś wejściowym występem postanowili uczcić. Czekamy cierpliwie.. wiem, że w tych sprawach nie powinnam się wypowiadać, przyznam, że po prostu wyłączyłam aparat bowiem nadawano jakiś jeden niemiłosierny jazgot, który dla niepoznaki muzyką nazywano. Niech im będzie.

Czekamy cierpliwie za płotkiem oddzielającym scenę i podrygujący tłum od spokojniejszej części towarzystwa. W końcu mój drogi gospodarz znikł był na zapleczu, słoneczko skryło się za horyzontem za jednym machnięciem jego czarodziejską różdżką ( tak, wiem.. taka opcja w menu). Na scenie zjawia sie jakaś dama z mikrofonem. Wszystko pięknie wygląda..

No.. skoro czekałam tyle.. włączam dźwięk. Ooops.. dalej jakaś mieszanka hałasu z huty stali w połączeniu z nagranymi pompami elektrowni atomowej i hukiem z kuźni. Zaniepokojona nagrywam fragment i wysyłam umyślnym do kolegi, który mi na GG akurat się nawinął. Z zapytaniem, czy w tym przekazanym nagraniu jest jakaś muzyka.. I wiecie.. odpowiedź była twierdząca. Komentarz.. no, ale wiesz, teraz ten harmider nazywają muzyką ! Nie,. zaraz, nie muzyką a muzą. No skoro tak. Widać popełniam kosmiczną pomyłkę w moim rozumieniem słowa koncert. Ale ja to truskawki cukrem…
Lekko zaniepokojona, co też ten nowy rejon może zaoferować przy takiej tajemnicy towarzyszącej jego powstawianiu i skoro puszczanie wymordowanych jakoś elektronicznie dżwięków koncertem raczy nazywać, wzbiłam się ku obłokom aby obejrzeć resztę. Tak naprawdę to są to dwie wysepki leżące obok siebie.. Polska Arena.. Hm..

Obejrzałam budynki ze szkła i aluminium.. i zaczęłam się zastanawiać. A gdzie ta Polska ? Wiecie przecież.. podróżując po Europie, po Stanach i nieco po Azji.. wszędzie jest tak samo.. MacDonald. Budzisz się w Tajpej, wyglądasz przez hotelowe okno i tak naprawdę to nie wiesz, czy to nie jest Toki0, Szanghaj, Hongkong, Bangkok, Dubaj czy Londyn a może Hamburg czy jakiś inny Nowy Jork, Chicago czy tylko San Francisco. Tak i tu.. nie wiem po prostu gdzie jestem. I dlaczego to jest Polska. To taka macdonaldowata kraina.. można ją znależć wszedzie. Nie do odróżnienia. jednakowa, wygląda niczym klony freebiesowych awatarów czy smakuje spalonym tranem papierem w czymś co bułkę ma przypominać. Brrr… nie tego się spodziewałam po Polskiej, było nie było, Arenie. Nie wiem naprawdę czego oczekiwałam ale na pewno czegoś polskiego.
Wczoraj spotkałam w Second Wrocław Australijczyka, którego zapędziło tam zainteresowanie sąsiadami, którzy właśnie kilka dni wcześniej zainstalowali się gdzieś koło jego domu w Perth, i zaprosili go.. no, po pół godzinie rozmowy pełnej barwnych opisów smaków i nadzienia, doszliśmy do porozumienia, że to jednak były gołąbki.. a, przy okazji, przekonał mnie, że Australijczycy na rękach nie chodzą. (??)
Tak i tu, spodziewałam sie bigosu, grochówki, swojskiej kiełbasy i gołąbków.. zobaczyłam macdonalda ze szkła i aluminium
Rozczarowana wróciłam do Second Poland, obleciałam Polska Republikę.. i wciąż myślałam. To zbudował mój przyjaciel. Nie wierzyłam, że taki globalny kataklizm zaimplementuje. Wróciłam po półgodzinie z solennym postanowieniem tak długiego buszowania po wysepce aż coś na obalenie tezy wyżej postawionej znajdę.

Znalazłam., kolejnego MacDonalda architektury. Wprawdzie w pięknym i urokliwym otoczeniu, i już, już, miałam się poddać, gdy w samy rogu rejonu znalazłam cichy zakątek. Wprawdzie dalej nie związanego z Polskim smakiem pajdy chleba ze smalcem i cebulką ale..

Polski kawałek z Hawajów mamy ? Cóż. Wydaje się, że koncepcja całości jest… no , jej po prostu nie ma. Wprawdzie wygląda to we fragmentach bosko. Nawet zapytałam podchwytliwie, czy stający tam, pod tym zadaszeniem w kształcie polinezyjskiej pirogi, czarny Steinway, mógłby posłużyć do zaprezentowania awatarom koncertu Chopinowskiego, i, ba, otrzymałam odpowiedź najbardziej twierdzącą, to, jak znam SL-owe życie, na tysięczną reprodukcję tych samych dżwieków z tunelu pod autostradą prędzej się doczekam niżli jakiegoś Koncertu. No, widać urodziłam się zbyt późno. A słowo Koncert napisałam celowo z dużej litery. Z markotną miną wracałam sobie chodniczkiem i tylko raz zadumałam się nad tym widoczkiem..

Zakątek śliczny ale lepiej nie przenosić kamery ani o centymetr w bok. By o hamburgery nie zaczepić.
Oczywiście całość relacji fotograficznej dokumentującej w mniej lub bardziej udany sposób dzisiejsze otwarcie znajduje sie na Picasssie W miarę czasu postaram się zajrzeć tam nie raz jeszcze i uzupełnić zapis fotograficzny o kolejne pozycje. A nuż coś jednak znajdę.

- LLorando Runo
i na otwarciu Second Moulin Rouge zawitałam. Dobrze, że odpowiednio wcześniej, bowiem, jak zauważyłam, większość stolików zarezerwowana już była. Skąd ja to znam.. nawet te zwyczaje z RL muszą być przenoszone.. grrrr.

Wielki otwierajacy kankan
Muzyka zagrała, kurtyna powędrowała w górę i .. zamarłam z wrażenia. Tak.. Panie tańczyły i to tańczyly nierówno.. nie, jak to w SL bywa ale właśnie tak , wspaniale leciutenko niezsynchronizowane. To, co oglądam w SL, jest zawszue takie doskonałe, zgrane, wydaje się.. a może nie, że, tańczy jakiś automat. Tu nie, tu tańczyły dziewczyny. Każda tańczyła, wszystkie tańczyły.. ręce same do oklasków się układały.

Następny element i kolejny szok.. Jedno zdjęcie nie oddaje całego bogactwa tańca tej pary. Film może móglby. Poteżna dawka masy urozmaiconych i wcale nie monotonnych układów.. i to w szybkim, płynnym tempie.. Tylko wstać, bić bawo i krzyczeć “Animator, Animator”.. dla obejrzenia jeszce raz tego tańca na kolejnych przedstawieniach zarezerwuję sobie stolik.

Potem było wspomnienie Marleny Dietrich - i odtwórczyni bez wątpienia zadała sobie trud obejrzenia filmów z jej udziałem, bowiem, i ruch, i zachowanie zgodne było z zapisanymi w pamięci obrazami starych filmów.

z kolei przypomniano sceny z nieznanego mi niestety filmu o Moulin Rouge, ale za to mieliśmy znów doskonały popis tańca. Dynamicznego, szybkiego i bogatego.

a widząc kolejnego kankana, znów wspaniale odegranego przez zespół , z niekłamanym żalem przyjęłam do wiadomości, że oto zbliża się czas zakończenia rewii.
I, już po zapadnięciu kurtyny, czekałam jeszcze w nadziei, że to tylko przerwa na reklamy.. z zadumy wyrwał mnie Wood, który początkowo zbuntowany na wszystkich i wszystko, jako okropna tarantula sie zjawił, następnie w koszulce nocnej made in Durex, by w końcu wysłuchać moich próśb i blagań wysyłanych na IM i GG, pod uczlowieczoną postacią

szarmancko kilka chwil na taniec raczył mi poświecić, oraz by ostatecznie porzucić na parkiecie dla trywialnego hipermarketu. Haniebne. Co to za mężczyna ? Dobrowolnie do marketu. I dla zakupów w hipermarkecie kobietę na parkiecie samotną zostawić… ????
Dobrze, że znależli się na sali bardziej szarmanccy Panowie, którzy widząc ów skandaliczny postępek, sytuacje ratować zechcieli.. i mimo, że porzucenie mnie przez Pana Wooda skończyło się koniecznością natychmiastowego reloga, na mój powrót oczekiwali cierpliwie…

Wybawca
a tym, który honor męskiej części ludzkości uratował, był nie kto inny a sam Twórca, Reżyser, Aktor i Producent spektaklu.. już raz komplementowany na tym blogu.. tak, on sam, we własnej awatarzej skrzóre… Szerewp Loom.
Jedno mnie tylko z lekka zaniepokoiło, zastanowiło… widzicie to spojrzenie Szerewpa na tym zdjeciu.. nie wiem. Bać czy.. nie bać się. Bo to na mnie tak patrzy…
Całą kolekcję snapshotów w albumie Googlowym zamieścilam… to sznureczek http://picasaweb.google.pl/AnnulkaZ/MoulinRouge#
ponad rok temu poznać SL i zostać w nim aż do teraz. Bo dziś wieczorem w Teatrze Królewskim w Polskiej Republice, pewien poeta recytował swoje wiersze.. Powiecie, a coż mi tam.. banał, co chwila, gdzieś ktoś coś recytuje, spiewa, tańczy.. wystarczy pójść do teatru, do galerii, do lokalu, w ostateczności radio czy telewizor włączyć. Znaleźć zawsze coś można.
Nie, nie w każdym przypadku, nie zawsze można, nawet jak się tego bardzo, bardzo chce. Dla niektórych ludzi jest to niewykonalne. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. No, chyba, że to jest to ten nowy, wspaniały świat - SL i wspaniali ludzie go zamieszkujący.
Kilka dni temu, drobne ogloszenie na forum secondlife.pl zaczynające się tak :
“Teatr Królewski zaprasza w środę 17 grudnia na autorski wieczór poetycki Eryka Embera”
… zwróciło moją uwagę. Zapytałam nieśmiało, czy mogłabym uczestniczyć w spektaklu. Takie niemożliwe marzenie noszone w sobie od zawsze. Ale, znając dość dobrze technikę SL, pomyślałam, że te marzenia możnaby chyba jednak zrealizować. Your world, your imagination – motto tego świata, a może odwrotnie ?
I odpowiedż była zaskakująca.. Tak.. to jest możliwe..

Przybyłam wcześniej, aby technicznie się przygotować, miejsce w dostojnej sali zajęłam.. i manipulujac komputerem i wzmacniaczami, odbornikami i czym tam trzeba, pisząc na IM i chacie do wielce szanownego organizatora, doprowadziłam do tego, że jakies dżwięki dotarły do mnie.. i to był meski glos. Ja to słyszałam i… rozumiałam słowa wypowiadane.

Potem sala się wypełniła ludźmi. Jakiś inny głos dotarł do mnie.. wspomagana przez organizatora wysyłanym tekstem na chacie, słowa słyszałam, rozumiałam, czułam.. I mogłam poddać się urokowitej chwili niewyobrażalnej. Nie, nie potrafię opisać tego co czułam, nie będę nawet próbować, od tego niech będą poeci..
Początkowa ekscytacja , eksperyment się udał, potem zapomnienie. O całej tej technice, o tych setkach czy tysiącach procesorów mielacych bity, magabity, gigabity, o kablach, światłowodach, o miliardach miliardów elektronów pędzacych ku mnie i pozwalających odtworzyć ten niesłychany i niedostepny od zawsze świat.
Tego momentu do końca swoich dni nie zapomnę. Dziekuję Ci, Szerewp. Dzięki Twojej pracy, poświęceniu, chęci pomocy i życzliwości jakaś anonimowa dziewczyna, siedząca gdzieś tam daleko, w domku pod lasem, pierwszy raz w życiu mogła poezji w autorskiej wersji zaznać, cudowne wiersze usłyszeć i poczuć ich nieprzetworzony urok.
Dziękuje Panu, Panie Eryku, że zechciał Pan mnie odwiedzić i podzielić się, przekazać swoje myśli i uczucia tak bezpośrednio. Ten oto wiersz jest pierwszym w moim trzydziestkilkuletnim życiu, który dotarł w swojej najbardziej osobistej, autorskiej postaci, w Pańskiej interpretacji.
Jedź ze mną na wyspy szczęśliwe,
gdzie słońce bez przerwy świeci.
Tam ludzie szczęśliwi żyją
a czas, tak powoli leci.
Tam jeszcze nie znany zegarek
i nie ma wciąż telefonu,
a pieniądz, papieru ma wartość.
Bo niepotrzebny nikomu
Gdzie przyjaźń jedyną wartością
a życie leniwie tak leci.
Tam niebo przecudną purpurą
o brzasku nad wodą świeci.
Gdzie ptaki tak kolorowe.
Przyroda jeszcze dziewicza
a czas szczęśliwy odmierza,
tarcza srebrnego księżyca.
Pobiegniemy boso po piasku,
Nazrywamy kwiatów do wianka,
Pokochamy się nago na plaży
tak leniwie, do brzasku poranka.
Będę szeptał w świetle księżyca
czułe słówka pełne miłości.
Tam będziemy tylko dla siebie
Damy sobie bezmiar czułości.
W słońcu leżeć będziemy na plaży,
ciała chłodzić w lazuru wodzie.
Morza szumu słuchać i ptaków.
W gwiazdy patrzeć po słońca zachodzie
Ty opowiesz co widzisz na niebie,
kiedy będę gładził twe włosy.
Opowiemy o swoich marzeniach,
pić będziemy z czary rozkoszy.
Nie mów tylko „ niemożliwe „
że miejsc takich nie ma przecież…
Ja stworzyłem dla nas to miejsce
w moim…. wirtualnym świecie.
Dziękuje. Bardzo, bardzo dziękuję.
Otrzymalam wiadomość.. no kilkanaście tej samej treści.. że oto w Second Poland coś się ruszyło i właśnie rozpoczynający się w Krakowie festiwal “Sacrum Profanum” będzie retransmitowany w SL. “Wow” powiedziałam sobie. Byłam już na kilku tego typu imprezach w SL ale nigdy takiej organizowanej przez rodaków.
Zaproszenie miało treść następującą:
Dzisiaj, o godzinie 20 w specjalnej Hali Koncertowej zbudowanej nad Wyspa Startowa w Second Poland bedzie mozna wysluchac pierwszego z serii koncertow.
Festiwal potrwa od 14 do 21 wrzesnia i codziennie bedzie mozna wysluchac dwoch koncertow. Obowiazuja stroje wieczorowe !
No coż.. Specjalna sala i stroje wieczorowe. Aż mi się oczka zaświeciły na sama myśl o czekających mnie atrakcjach a nie z powodu goraczki. A może z obu.
Przerzuciłam błyskawicznie swoje zasoby w ciucholandi.. naprawdę, tylko 4 godziny. Fryzjer, makijaż się w tym przypadku nie liczy. To nic w porówananiu z prędkością podróżowania, SL jest doprawdy niezastąpione pod tym względem.
Doprawdy imponujące. Ludzie już się zaczeli schodzić, pora zająć miejsce i ustawić aparaturę przygotowywując się na ucztę.
Koncert jak zwykle zaczął się z małym opóźnieniem jednak organizatorzy zadbali o chwilę rozrywki i jak przystało na profesjonalną imprezę szampan był za darmo…
Potem już tylko było lepiej.. wspaniała orkiestra, wspaniała muzyka, cudowne 40 minut wytchnienia.







Najnowsze komentarze