Jeszcze nie przebolałam swojego poprzedniego wpisu o Lemowskim przedstawieniu w Teatrze Królewskim w Second Poznań, a już Szer uraczył był nas następną nowalijką.

Tym razem całkowicie, na 100%, własnego pomysłu i przemysłu. Od scenariusza, poprzez dialogi, dekoracje, reżyserie i wykonanie. Szer i zespół pokazali coś znów wspaniałego.. 

Sta__008

Zła byłam na siebie, że tak lakonicznie opisałam poprzednią premierę i szczerze mówiąc, dziś wybrałam się do Teatru Królewskiego tak lekko nastroszona – bo właściwie, to co jeszcze może Szer wymyślić.  Już zaskoczenia nie będzie. Zła na siebie, bo jak w powiedzeniu – daj kurze grzędę, wyżej siędę.. – niczego nowego, a  raczej powrotu do statyki, się spodziewałam.

I sie rozczarowałam. Uff.. jak wspaniałe są takie rozczarowania.

STA__018

Obrotowa scena działa, kilka różnych scenografii bogatych i dopracowanychdo ostatniego szczegółu; mimo problemów z odbiorem dźwięków – głos bardzo czytelny, wydaje się, że zrozumiałam wszystko. I nowe pomysły.. pierwszy z zamiana postaci na obrazie,  drugi z lustrem. Niby nic wielkiego ale jak podkreślającego ważne elementy.

STA__039

Spędziłam godzinę w prawdziwym teatrze. Nie jakimś tam wirtualnym świecie ale byłam w Teatrze. Czułam się, siedząc przed komputerem, jak w Teatrze, byłam przez moment tam, na widowni. To zawdzięczam grupie teatromaniaków, i zawsze będę to podkreślać, że są tacy wspaniali ludzie, którym się chce coś dla innych zrobić.

Obojętne, co inni sobie myślą o jakiś uzależnieniach czy wsiąknięciu w wirtualny świat, w Second Poznań pojawił się najprawdziwszy Teatr wystawiający jedyne w swoim rodzaju, nigdzie indziej nie wystawiane sztuki. Jest tam grupa ludzi, którzy przy pomocy SL realizują swoje unikalne pomysły.

Tego nie znajdę nigdzie indziej.

 STA__047

Cieszę się, że większość członków tej grupy znam. Cieszę się, że robią to, co robią i nie znajduję słów, aby wyrazić jak bardzo jestem szczęśliwa mogąc usiąść swoim awaterem (czy na pewno? ) na widowni i po prostu chłonąć.

Jacek Short już na swoim blogu wystawił recenzje – i prawie zgadzam się z nią prawie w całej rozciągłości  poza jednym malutkim wyjątkiem – nie zgodzę się tylko z jego oceną. Nie mocna czwórka ale zasłużona piątka z plusem.

Mikry zestaw zdjęć z premiery jak zwykle na Picassie.

Pytanie.. czym następnym razem zaskoczy Szer i zespół ? Postawili wysoko poprzeczkę. Sobie. Ciekawa jestem też, czy znajdzie sie ktokolwiek, kto podejmie się trudu zrobienia czegoś co najmniej technicznie podobnego, skomplikowanego ?

A przy okazji  – na widowni było ponad 40 osób – i lagowało przeokrutnie ale to drobiazg. Tak, na moje oko, na spektaklu w Teatrze w niedalekim mi mieście, tylu widzów nie uświadczy.  To chyba coś znaczy.

Daaawnoo.. dawno już nie było Teatru. Na naszych Polskich rejonach. Od jakiegoś czasu wiedziałam, że Szer coś szykuje.  Hm.. nawet mnie zapraszał abym obejrzała próby i przygotowania. Odmawiałam konsekwentnie. I naprawdę.. dobrze zrobiłam. Cieszę się, że nie wiedziałam wcześniej co szykuje. Ale po kolei..

Zapowiedź Szera o inauguracji czy reaktywacji Teatru Królewskiego w Second Poznań pojawiła się kilka dni temu na forum. Przyznam, że po raz pierwszy podporządkowałam swoje RL aby na tym przedstawieniu być.

Zastałam Teatr pełny. Lagowało całkiem nieźle.. Towarzystwo oczekujące w przepastnych fotelach rozgadane..

 Prof_Zazul_046

Potem odezwał się gong, światło zgasło, kurtyna poszła w górę.. i zaskoczenie aż trudno to opisać. Szok. To trzeba samemu zobaczyć. Żadne słowa nie oddadzą tego co się działo.

Las, Szer basowym głosem opowiada.. o, mówi i rusza się. Nie siedzi przy jakimś animowanym ognisku – spaceruje i mówi, gdy mówi o deszczu – deszcz zaczyna padać; idzie gdzieś, nie znika to sceneria się zmienia; spotyka kogoś i z nim rozmawia i to jest rozmowa ze wszech miar naturalna. Akcja przenosi sie do wnętrza domu. Aktorzy grają. Tak, właśnie, grają. W słowa wplecione są gesty, całkiem naturalne gesty. Wszystko zaś doskonale zsynchronizowane z tym co ze słuchawki wpada do mojego ucha.

Prof_Zazul_011

zdjęcia tego w pełni nie oddaja ale oto Picassowy Link.. no gdzieżby indziej.. TUTAJ !

Prof_Zazul_026

Byłam już kilkukrotnie na różnych przedstawieniach. Zawsze to była mała scenka, ustawiona, statyczna. Mimo ruchu jej towarzyszącego to jednak statyczna. Teraz Szer pokazał coś całkowicie nowego. Obrotowa scena po której aktorzy się swobodnie poruszali. Rozmowa podkreślona gestami.. właściwie wszytko dokładnie tak jak w teatrze czy filmie.

Wielkie brawa, doprawdy. To juz nie jest czytanie po voice, już nie te wciąż w kółko odtwarzana animacja z kulki. Dynamiczne zmiany scenografii dzięki obrotowej scenie, efekty specjalne, aktorzy poruszający się własnym ruchem i grający nie tylko głosem ale całym sobą.  Wszystko doskonale dopasowane do siebie. Nawet lagi wielkiego zamieszania nie wywołały.. Słowem, Prawdziwy Teatr.

Więc i po zakończeniu obaj Panowie, Szer i Abelard, pojawiwszy się przed sceną zobaczyli kolejkę Pań (i Panów) pragnących wyrazić swoje ukontentowanie osobistymi hugami..

Prof_Zazul_036

Pełna podziwu, zafascynowana, ukontentowana, mile zaskoczona zasiadam aby obwieścić – dnia 21 lipca SL pożegnało się ze słuchowiskami, pogadankami na voice do tłumu czy czytaniem bajeczek w całkowitym, wyjąwszy monotonnie animowane płomienie jakiegoś ogniska, bezruchu. Koniec ery statycznego “Teatru”, zaczyna się epoka Teatru dynamicznego. Aktorskiego, pełnego. Pamiętam, że to jest SL, wiem o jego ograniczeniach, widzę jak kolejne bariery zostają złamane.

Dziękuję, Szer, Dziękuję, Abelard, Dziękuję, Irene. Pokazaliście, po raz kolejny, że jak się chce, to można. I, że można coś zrobić naprawdę dobrze. I, że za każdym razem czymś zaskakujecie. Nowością, pomysłami i umiejętnością ich zrealizowania. Najszczersze gratulacje.

Mam tylko do Was taką jedna maleńką, maluteńką prośbę.. naprawdę mikroskopijną. Nic takiego. Proszę Was.. róbcie, proszę,  taki TEATR częściej, więcej i jeszcze piękniej i wciąż zaskakujcie.

 

Zespolowi Teatru Krlewskiego

Nie tak dawno, ledwie minęło kilka dni, jedna z mend internetowych stojąca pod pomnikiem Adasia w sercu Second Krakowa, popisując się swoim gesturkowym lansem i inteligencją godną pawiana, bez obrazy dla pawianów, raczyła towarzystwo tam zgromadzone z cała mocą swego dziecinnego głosiku przekonywać, że obrazki jakie na WOSP wystawiłam i niezłe pieniążki tej fundacji w wyniku aukcji przeprowadzonej, przekazałam, są wynikiem zwykłego oszustwa. No, przekaz udowodniono opublikowanymi przelewami, wiec jednak pieniędzy dla siebie nie wzięłam, a skoro MI tego menda udowodnić nie mogła, to próbuje taka gnida podważyć sam przedmiot aukcji.

Wygrzebałam więc z archiwum zestaw obrazków dokumentujący, jak kolejne etapy powstawanie jednego malunków. Na wstawie był inny przykład a na stronach jest jeszcze inny.

Niech sobie ta menda to obejrzy a jak już coś nowego wymyśli, to może jednak uda się jej wylansować.. własną próżnie wewnątrzczaszkową. Albowiem na mendy zachowanie zwyklej czystości jest najlepszym antidotum.

Uwaga: Malunki są klikalne i wielkie:

P_S_0001 P_S_0002

P_S_0003 P_S_0004

P_S_0005 P_S_0006

P_S_0007 P_S_0008

 p_s_0021 P_S_0009

p_s_0022 p_s_0023

p_s_0024 p_s_0025

za siedmioma lasami… no tak, ale mamy 21 wiek i globalna wioskę, więc to było znacznie bliżej, w wirtualnym życiu dla niepoznaki zwanym Second Life. Tak wiec, w tym SL żył sobie i był pewien Pan. Wzorem innych, a nielicznych, swoje pasje realizował skutecznie, a przez to pośród braci awatarzej całkiem postacią znaną stał się, tak ciut wbrew swoje woli, ale skoro chciał innym konsumowanie przyjemności łatwiejszym zrobić, to dla przekory idolem swym i celebrytą go okrzyknęli.

Niemniej jak każdy celebryta i idol opędzić od łowców autografów i amatorów wspólnych zdjęć nie mógł, coraz więcej czasu poświęcać na nużące i nudne imprezy oficjalno towarzyskie musiał. I takim sposobem po kolejnej sesji zdjęć, koktajlach i sztywniackich przemowach, totalnie znużony bezsensem  takiego czasu marnowania, machnął w końcu ręką na  kolejne miliony zaproszeń na kolejne otwarcia, bankiety, rauty i jubileusze od znajomych i nieznajomych, i wybrał się w podróż daleką.. eh ten 21 wiek i SL.. ot, po prostu powypisywał się z grup i na włości swe prywatne wycofał się cichutko.

Na rancho swym (takim w postaci półtora wysepki) wraz z najukochańszą małżonką z uwielbieniem oddał się był ekscytującemu treningowi w tak frapującej sztuce walki jaką jest scryptowanie czyli pisanie nudnych acz pożytecznych programów wirtualnych komputerów, cokolwiek to znaczy. Dzielnie w swych wyczynach wspierany był przez dłubiącą niesłychanie precyzyjne jubilerskie cacka przecudną żonę. I pewnie wiedliby swój sielankowy los długo i szczęśliwie, i tu koniec bajki mógłby się okazać, czyli takie żyli długo i szczęśliwie, a jako, że już po ślubie było, więc nie powiem, że i ja na weselisku byłam, miód i wino piłam.

No właśnie.. a właśnie, że byłam. Nie na weselisku ale tak przez przypadek tą sielankę zburzyłam. Jako zła czarownica wpadłam, miotłą zaszurałam, wszystko poprzewracałam. Zwyczajem swym skrytykowałam wszystko wszyściutko i pozostałą resztę też, począwszy od koloru lakieru na prywatnym helikopterze ustawionym bez sensu na lądowisku obok hacjendy na rdzewiejącego jeepa pod jej bramą nie oszczędzając; poprzez zżerany przez korniki jacht motorowy aż po kształt ziarenek pustynnej plaży ledwie muskanej przez leniwe fale nudnego oceanu. No taka totalna sielanka holywoodzka w hawajskiej scenerii i nic, tylko żyć i nie umierać.

Kamieniami obrzuciłam plaże, wiatrem spod miotły potężne fale wzniosłam aż kipiel ponad kamienie bryzgami wzniesiona piasek zalała i od tej wilgoci palmy daktylowo – kokosowe wyrosły i romantyzmu.. ekh.. reumatyzmu nabawiły się po powyginane przez wichury, tornada i inne cyklonowe huragany. Zamieszałam na tyle aby perfekcjonalista i dłubaczka.. albo odwrotnie, be sił zużytych w sprzątaniu po mnie omdleli. Gdy zaś się ocknęli, zgodnie uznali, że z furią (albo furiatką) walczyć nie można i jako mądre wielkie drzewa pod wichurą ugięli się. Kilkoma elementami zasłonili tylko co największe miejsca spustoszeń jakie udało mi się zrzucając małe bombki zrobić. I tak powstały zatoczki, wodospadziki, bajorka do kąpieli, jakieś chatynki w których schronić się można by przed okiem furiatki, gdy groźnym spojrzeniem spetryfikować zachciałaby ewentualnych chętnych na windsurfing czy przejażdżką na nartach wodnych – ale ku przestrodze posągi dwojga niepokornych śmiałków już na progu witają ryzykantów.

Wprawdzie zostały tu i ówdzie oazy spokoju, jakieś ręczniczki do polegiwania na słoneczku czy czynienia miłości, jakiś tajny namiocik na szczycie wzgórza z pełną propozycją spędzenia dłuższego czasu we dwoje ale obiecuje solennie że i temu, jako zbyt ugrzecznionemu się przyjrzę i w odpowiednim momencie odpowiedni bałagan wprowadzę.

Jednym słowem.. z perfekcyjnej wysepki CCS Centrum Cnotliwego Seksu wyrosło, które nawet swój dział internetowy otworzyło ( przestrzenio-czaso-przenaszacz klikalny wiodący na kolejny blog. ) albowiem para pedantyczna, w walce swej z naporem szalonej bajkoopowiadaczki nie ustępuje, ugina się ale trwają niczym niezniszczalna opoka.

No oczywiście nie byłabym sobą, gdybym

dokumentacji fotograficznej tego, co udało mi się zniszczyć a tym Dwojgu Wspaniałym odtworzyć, nie zrobiła, i oczywiście w standartowym miejscu nie umieściła czyli szczegóły na Piccassie.. taki mały, wstępny reportażyk i, mam nadzieje, wart SLWordPress Photo Award 1 price, of course.

A jako, że przyznaję, nieźle – i jestem z tego dumna – namieszałam, w zamiarach dalszego zakłócania sielanki nie ustąpię, wszelkie kolejne raporty z miejsca dramatu zamieszczać już będę u samego ich źródła czyli tam, na tamtym blogu, poświeconym tej szalonej i do szpiku kości zdegenerowanej oazie cnotliwości wyuzdanej

Ryzykantów wszelako uprzedzam, że CCS nie jest, wzorem każdej wersji raju, szeroko otwarte dla publiczności, i aby się tam dostać bilet zapraszający trzeba zaposiadać. Wprawdzie zdobycie go jest trywialnie proste, wystarczy bowiem:

  • zdać 181 etapowy test na poczucie humoru,
  • wykazać się posiadaniem świadectwa niemoralności na 224 poziomie,
  • okazać certyfikat nagiej odwagi stopnia 3

i co najmniej ważne oczywiście , napisać podanie o przydział wejściówki. Skoro jest podanie to załączniki są niezbędne.. proponuje przede wszystkim banana na twarz

Małe wydarzenie wczoraj wieczorem w Second Poland. Właściwie nic szczególnego, podrygiwanie tłumku w rytm muzyki takie jakie w tysiącach odmian każdego wieczoru a to zależnie od strefy czasowej czyli o dowolnej porze naszego dnia i nocy, można spotkać w SL.

 WRO__002

 

Nic nadzwyczajnego, norma, codzienność. A jednak coś innego tym razem a to za sprawą trzech prowadzących czy jak to sie mówi – grających DJ-ów. 

WRO__011

Każdy z nich z osobna i wszyscy razem są bohaterami ciemniejszej strony SL. Każdy z nich na czarnej liście miejsce w czołówce ostatnio zajmuje czyli po prostu są zabanowani. Bohaterowie pyskówek, zadym i rozróbek. Tym razem postanowili zaskoczyć wszystkich i pokazać się z innej strony.

W samym centrum ich uprzedniej niechlubnej działalności własnym sumptem i przy małej pomocy właścicieli rejonu… opps, tych znienawidzonych klawiszy czy SWAT-ków, niewielka ale miła i spokojną imprezę przygotowali.

We własne oczy i słowa nie wierze. Ja to napisałam, ja tam byłam. Osobiście im bany zdjęłam i na własnym foteliku przy komputerze obserwując tę sielankę uśmiechałam się. To już przechodzi ludzkie pojęcie co się dzieje. Zamiast walczyć na słowa, kicki i bany można było ot tak spokojnie i miło spędzić czas ?

WRO__006  

Było tak miło, sielsko i anielsko że jak widać nawet jakieś poczciwy smok albinos usadowiony pod sceną,  kontemplował nastrój.

Rozrabiacy zaskoczyli mnie całkowicie. Z przerażeniem oczekuję tej chwili kiedy będę musiała z pokorą poczłapać do listy banów i ze smutkiem na twarzy oraz ręką drżącą ze zdenerwowania nacisnąć przycisk “Remove” niszcząc bezpowrotnie te cenne wpisy.

Ale.. zrobię to z głęboko skrywaną radością.

Słyszałam od dawna, że nasz Teatr ma się dobrze i jakiś nowy spektakl przygotowuje.  Plotki, ploteczki.. gdzieś Szer zapowiadał, że na ruinach PR nowe zasiał i czeka na to co wykiełkuje. Czekałam, czekałam.. i nagle, niespodzianie, maile otwieram, a tam lakoniczne przekazanie IM-a z zaproszeniem.

Nie do ruin Teatru PR a do samej SL Opery na całkiem nowy spektakl. Zaintrygowana  rzuciłam wszystko i zalogowałam się.

MM__001

No i rzut oka wystarczył.. by określić o czym to będzie. No a potem się zaczęło. 70 osób na simie swoje daje. Zwykle podśmiewałam się z tych narzekających na lagi.. i poznałam w końcu, co to są te lagi. Dźwięk się chyba rwał, co rusz to trzeba było resetować stream, kurtyna nie chciała znikać, między kolejnymi utworami długie przerwy. Podziwiałam samozaparcie aktorów, że mimo to..

MM__020

Wiem, wszyscy będą spodziewać, że wciąż i bez ustanku wszystko i wszystkich krytykuje. Zacznę od siebie.. zdjęć porządnych nie zrobiłam, interface klienta mi się włączyło skutecznie psując ponad 100 fotek.  Co by tu jeszcze.. zła jestem, ot co. Szukam usilnie do czego mogłabym sie przyczepić, co zjadliwie opisać, łatkę przyczepić,  wysilam sie, wysilam  i nic mi do głowy nie przychodzi.

Lagi i bohatersko z nimi wałczący zespól tylko mi uświadamiają jak wspaniałe jest SL. Właśnie, ze względu na opór materii. Ze względu na to, że taka duża grupa ludzi zrobiła coś.. no niestety, wspaniałego.

 

MM__030

Zestaw najsłynniejszych piosenek Marylin Monroe tym razem, odbiegając od tradycji i standardu,  pokazany został jako zbiór scenek. Do każdej inna scenografia, inne stroje, inna choreografia. To robi naprawdę wrażenie. Nieważne te lagi, nieważne niedociągnięcia techniczne. Ten zespół to zrobił. W sumie pięć ujęć, scen czy piosenek. Dopracowane i szczegółowe. Nawet stojący w tle kontrabasista przypomina, jako żywo, grającego w filmie tę rolę samego Tonego Curtissa.

MM__079

Diamods are a girl’s best friend” – finałowa piosenka jest bardzo wymowna..  te diamenciki były, nasze, były tam na scenie dając godzinę rozrywki, uśmiechu i po prostu radości. Już nie tylko w naszym polskim, hermetycznym światku bowiem towarzystwo zapełniające widownie było wielce międzynarodowe. 

Nie mnie to oceniać, wydaje się mi tylko, że, to właśnie przedstawienie pokazuje, iż Teatr w SL może być także bardziej dynamiczny a nie tylko odtworzonym w wirtualnej przestrzeni, statycznym słuchowiskiem.

Może uda się poprosić Szera z zespołem, albo zespół Szera, aby powtórzył ten wyczyn, przy mniejszej widowni, z mniejszymi lagami. Może któryś z polskich rejonów wystosuje zaproszenie ? Była premiera światowa, byłaby i Polska. Zachęcałabym, aby to zobaczyć, a nie tylko posłuchać.

Ledwie co, tydzień temu, Sql tytuł najlepszego scryptera SL otrzymał.. Gratuluje, Sql ! Owacje na jego cześć jeszcze nie umilkły a znów coś nowego i innowacyjnego z naszego zakątka wychodzi.

Cała, ocalała z pogromu kolekcja zdjęć ze światowej prapremiery, jak zwykle na Picassie.

Minęło ponad 48 godzin od propozycji wyrażonej w poprzednim moim wpisie . Twórcy „Polish Community” nie raczyli zareagować, widać nie mieli na celu wyeliminowanie pyskatej Anki, tylko przyświecała im jakaś inna, zgoła dużo ważniejsza idea bojkotując forum z 17 tysiącami zarejestrowanych użytkowników i kilku tysiącami odsłon dziennie.

Dlatego:

Propozycję swoją za nieprzyjętą uznaję.

Niniejszym ją wycofuję.

Tolerancja to zgoda na to, że ludzie są rożni, że maja prawo myśleć inaczej. Że może chcą często tego samego, tylko dochodzą do tego w inny sposób. Że maja szacunek dla „innowierców” nie zgadzając sie z nimi.  Że nie obrzucają „błotem” i „zdradą” ale starają się zrozumieć, dlaczego inni myślą inaczej. Że chcą rozmawiać i dyskutować, uznając, że oponent ma prawo do wyrażania własnych opinii i poglądów.

Jak Maciek napisał w komentarzu do wzmiankowanego wpisu:

Jeżeli ktoś sobie nie radzi z krytyką / wolnością słowa to nie powinnien angażować się w żadnego rodzaju publiczną działalność.

Wydaje mi się albo mam nadzieję, że “Polish Community” Spółka bez o. ma jakąś swoją wizję i kroczy swoją drogą. Poobserwuję, zobaczę co z tego wyjdzie.

Ten blog powstał już prawie rok temu. W dosyć specyficznych warunkach.  Zwróćcie uwagę na pierwszy wpis.. no, nie ten z Dzień Dobry, ale ten kolejny, z tego samego dnia, 22 czerwca, a opowiadający o mojej wizycie u Bogów Lindenów.  Obiecałam o rozwoju sytuacji poinformować no i mija blisko rok. I mam kolejne wieści z walki na froncie…

Zapisałam sie po wielkich perypetiach do SWAT. Opisywałam przygody, spotkania, nawałę nowych rezydentów po programie w TVN. Cały czas jakoś koło Second Poland się kręciłam. Byłam świadkiem gorących dyskusji przy rozpadzie grupy zarządzającej SP. Ludzi Ci zarzucili właścicielom lekceważenie ludzi, arogancje i bierność. Odeszli tworzyć coś swojego i po prawie roku stworzyli coś, co określają – tu dosłowny cytat z zachowaniem charakterystycznego stylu:

Polish Arena to projekt skoncentrowany wokół promocji i kultywacji polskiej tradycji, kultury i sztuki,  umożliwiający partycypację w cyklicznych bądź jednorazowych wydarzeniach

Przywołana w zapowiedzi polska tradycja, kultura i sztuka została przeze mnie opisana tutaj całkiem niedawno. Nie sadzę i do tej pory zdania nie zmieniłam, aby MacDonald był szczególnie reprezentatywny dla polskiej Kultury i Sztuki, aczkolwiek. zaraz potem. znalazłam kilka miłych akcentów Znów dosłowny cytacik z przemówienia inauguracyjnego.. ( źródło cytatów Malwiny Dollinger jest na forum SecondLife.pl )

Wspomniany fakt to początek nowego dialogu polskich Rezydentów z platformą Second Life

Nadzieja, o będzie jakiś dialog, zapowiadali, porozmawiamy ?

Chwilę potem, całkiem niedawno, ledwie kilka dni temu, Polish Arena czy Community (obie nazwy występują zamiennie) ogłosiło nabór na mentorów. OK ! Zgłosiłam się ale dostałam…  bana – opisane jest to na forum więc się nie będę teraz powtarzać. ([dodano 2009-14-18] przepraszam Uzi, że nie zauważyłam, mea culpa, Twojego komentarza w tej sprawie i niecnie go zmilczałam. Poprawie się )

Ciekawe, że dziś wszelkie wpisy na forum, stworzone przez twórców PC zniknęły, usunięte ich wolą i myszką. Twórcy PC obrazili się i wycofali wszelkie ślady swojej działalności. Czyli powiedzieli, że mają w głębokim poważaniu całą tą kilkutysięczną społeczność…. zaraz, zaraz.. nie nazwali się “Polska Wspólnota” ?? Jedna dociekliwa baba głupimi pytaniami zablokowała dostęp do informacji o działalności spółki “Wspólnota Polska”. Taka odpowiedzialność zbiorowa ? Aż mi sie nie chce wierzyć. Mój szef w RL namiętnie i z pełnym zaangażowaniem nienawidzi pewnego redaktora pewnego czasopisma, co nie przeszkadza, że mląc w zębach przekleństwa (chyba, nie słyszę) zlecenie na reklamy podpisuje, a dziennikarzy z tegoż goni przy pomocy najroślejszych ochroniarzy.

Polish Community.. Polska wspólnota ? Duma obrażona, bo nie padam przed Wami na kolana i zdanie swoje wyrażam. Bo pytam ? Otwarty konkurs na mentorów to taki SL-owy odpowiednik ustawionego przetargu – kiedy się dopytuje o to, władcy focha strzelają ? Dlaczego za niewyparzoną gębę Anulki karacie kilka tysięcy czytelników forum ? Sami się sposobu dotarcia z  informacją pozbawiacie. Za mało entuzjastycznych opinii było ? Musi być to akurat entuzjastyczna recenzja Anki. Tak koncert na zakończenie dnia otwartego wyspy startowej był wspaniały.

Komentarz otrzymany od zaprzyjaźnionego Anonima:

Problem w tym, że Malwina i Magnus, kiedy byli szychami SP, zachowywali się dokładnie tak samo – jacy to jesteśmy zapracowani, zaraz biegnę na spotkanie z Lindenem, właśnie buduję największą interaktywną scenę w SL, sraty-pierdaty jak mawiała moja prababcia. Odchodzili z SP zarzucając Supremum arogancję i lekceważenie ludzi… i znowu robią to samo. Trochę komunałów, jakiś Linden wspomniany koniecznie z imienia, jakieś pier… o "misji", "polskiej społeczności", "edukacji" i innych bardzo-ważnych-sprawach. A zero konkretów. I kwasy na starcie. I wielkie zdziwienie, że Polacy tacy już są, zawistni, nie potrafią współpracować.

Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje. Ludzie, którzy porzucają jakaś idee w proteście przeciw arogancji właścicieli SP, sami natychmiast takimi się stają. Więc to było odwracanie kota ogonem.  Póki co, powodzenia życzę i dobrego samopoczucia właścicielom i twórcom firmy “Polish Community” Spółki bez żadnego o.

Na ogół lepsi są ludzie, co o sławie nie myślą, ale zadowoleni są z tego, że są lubiani i szanowani choćby w niewielkim gronie przyjaciół i bliskich – Leszek Kołakowski.

Spółce “Polska Wspólnota” proponuję..

Zaprzestanę pisania na forum oraz z funkcji moderatorki ustąpię, a Wy, ludzi Wam życzliwych informacji o swojej działalności nie pozbawicie i skasowane wieści z Waszego rejonu przywrócicie.

Problem – „Ktoś istnieje w naszym świecie, zarówno jako mężczyzna i jako kobieta” – padł jakiś czas temu na łamach blogowego tabloidu i rozpętało się małe piekło. Gdzieś niedaleko, ktoś, niechlubnym wzorem politykierskiego półbliźniaka, stwierdza, że nie uda się mi udowodnić, iż białe jest białe, a to co napisał, to jednak on napisał. Obdarty z twarzy, zadufany we własnej niby anonimowości, z uporem godnym lepszej sprawy wyrzeka się swojego Mr. Hyde’a.  Za nim podąża wataha rozszalałych nienawiścią wilków czy raczej karaluchów zalewająca główne arterie, czy może niszczące wszystko na swej drodze tornado szarańczy Internetu.

Bardzo często, we wszelakich dyskusjach toczonych, czy to na forum, czy w komentarzach do wszelakiej maści artykułów czy wpisów na blogach, zawsze pada żelazny argument: Ludzie mają problemy a w Internecie je odreagowują i częstokroć pozwalają sobie na zrobienie czy powiedzenie tego, czego w normalnych warunkach nie mają odwagi zrobić.

Chodzę po ulicach, zaglądam do sklepów, kawiarni i z przerażeniem obserwuję ludzi, bowiem, tu w tym tłumie, ukrywają się właśnie Ci, którzy wieczorami wracają do domu, zasiadają do komputerów i rozpoczynając swoją krucjatę przeciwko wszystkim i wszystkiemu, wychodząc na podbój Internetu z okrzykiem:

Teraz to Wam pokażę, Ja, Bóg. Ja, najpiękniejsza, najmądrzejsza, najseksowniejsza i fascynująco-brylująca dusza wszelkiego towarzystwa. Liczy się tylko, co Ja mam, reszta niech przede mną pada na kolana i z otwartymi gębami podziwia. Jestem awatarem, zbitką pikseli i mogę sobie pozwolić na wszystko, bo to Ja jestem przecież Panią, Boginią, cudem i pępkiem elektronicznego wszechświata, Władczynią cyberprzestrzeni.

Kiedy padną ostatnie bariery i cała horda zdziczałych neoneandertalczyków rozpierzchnie się po ulicach miast siejąc śmierć i zniszczenie, urzeczywistniając apokaliptyczne wizje zrujnowanych miast przyszłości z betonowymi jaskiniami dawnych blokowisk ? Czy łącząc się z cyberprzestrzenią właśnie takiej wizji oczekujecie, to jest Wasze największe marzenie ? Naprawę wierzycie na tyle w siebie, że nie macie wątpliwości, że to właśnie Wy zostaniecie przywódcami i władcami stada, a nie tylko niewolnikami i mięsem ?

Na co dzień normalni, wieczorami i nocami tworzą koszmar swoim kolegom i koleżankom z pracy, uczelni czy ulicy. Dlaczego nie mogą być dalej normalni, spokojni, przyjacielscy, serdeczni i uczynni ? Czy lubują się w tym byciu wulgarnymi, brutalnymi i agresywnymi ? Naprawdę sprawia im to przyjemność ? Nie lubią siebie i wolą siebie takimi chamskimi prostakami ? Czy też spotykając takich samych czy doświadczając takiej samej agresji czują się w końcu lepiej ? Mam wątpliwości czy aby każdy dąży do panowania nad innymi. Lepiej być w takiej bandzie dresiarzy z blokowiska, obić bejsbolem staruszkę i poczuć się po tym jak król ?

Pojawiają się w Internecie i chcą zabłysnąć. Z braku jakichkolwiek umiejętności w czymkolwiek wyciągają swą broń ostateczną – trolują, obrzucają wyzwiskami, zasypują fora i blogi kretyńskimi komentarzami, wdają się w dyskusje sprowadzając je daleko poniżej poziomu najgłębszego szamba. Usunięci czy zablokowani przez administratorów, tworzą coraz to nowe konta i dalej hasają z radością czekając na kolejny ban. Czy wędrując po ulicy zaglądają w twarze przechodniów zastanawiając się czy temu idącemu z naprzeciwka roześmianemu chłopakowi właśnie wczoraj wieczorem wulgarnie skomentowali jego wiersz wpisany na blogu ? Czy spoglądając na parę siedząca przy kawiarnianym stoliku, wyobrażają sobie, że to ich właśnie dyskusję o antymaterii na specjalistycznym forum sprowadzają do wulgarnej oceny ich domniemanego  poziomu intelektualnego ?

Czy w Internecie, wdając się w rozmowę z kimś anonimowym, można stosować jakiekolwiek założenia o człowieku po drugiej stronie łącza ? Że po drugiej stronie jest kobieta czy mężczyzna, uczeń liceum a może uniwersytecki profesor, niezbyt wykształcony ochroniarz czy inżynier-projektant statków kosmicznych.

Oto fragment z reklamy którą niedawno jakiś nowy świat wirtualny przedstawił:

Ciągłe imprezy i skandal za skandalem… Dzień spędź na zakupach w najlepszych butikach a w nocy zabaw się w klubie! Podrywaj, zawieraj przyjaźnie, a przed wszystkim dobrze się baw! Wykreuj własną postać, sam/a zdecyduj czy będzie to tajemniczy artysta czy może popularna i pływająca w pieniądzach nastolatka

jest kwintesencja wszystkiego. „Skandal za skandalem” to znaczy baw się dobrze. „Bądź popularną nastolatką” – Popularną ? Ten błysk sławy, ta minuta, kiedy wszyscy na forum zobaczą mnie, XXXL, jak potrafię rzucić cuchnącym mięchem, jak jest zabawnie wpisać stek kretynizmów w środek wzniosłej dyskusji. Jak mi zablokują konto, założę nowe i znów komuś nabluzgam.

Czego ta reklama dotyczy ? Co to jest ?  Baw się, baw się.. a kiedy zapracuj na swoja zabawę ? Kiedy.. na bądź sobą ? Wykreuj pływającą w pieniądzach nastolatkę ? Nastolatkę ? Pływająca w pieniądzach ? Cały sens istnienia to bycie za wszelka cenę zauważonym ? Nieważne, że widzą Cię jako cuchnące łajno, może się przy okazji ufajdają ?

Wykreuj się. Nie, nie, to nie jest zrób coś z sobą, aby inni zechcieli cię zauważyć i szanowali, a właśnie wirtualna kreacja jakiejś wyimaginowanej postaci jest celem samym w sobie. Nie kreuj samego siebie ale swoja postać. Znaczy kogoś innego.  Nie masz pomysłu na siebie samego? Wyobraźnia nie podsuwa Ci żadnego rozwiązania? No to małpujesz tego największego klatkowego burako-dresiarza. Wieczorkiem przemykasz chyłkiem do klatki, aby po chwili już bezpiecznie, w domu, przy pomocy komputera i Internetu stać się Panem i Władcą, waląc niczym ten nasterydowany dresiarz słowami-kijami.

Wirtualne życie częstokroć pozwala pewnym osobom na zrobienie czy powiedzenie tego, czego w normalnych warunkach nie mają odwagi zrobić. Dzięki takim działaniom tych ludzi możemy poznać ich prawdziwe intencje i zamiary, które tak często i skrzętnie ukrywają pod różnymi maskami w RL. Wiedza o tym pozwala nie tylko na swobodne kształtowanie i wybór relacji, jakich chcemy doświadczać, ale także, czego tak naprawdę chcą inni i jacy chcą być inni.

Stoję często na rynku w Second Kraków obserwując grupki kilkunastu ludzi. Przez bite dwie godziny na czacie nie pada ani jedno słowo, szaleją za to gesturkami i particlami. Niezliczone LOL-e, okrzyki, cytaty bodaj z jakiś piosenek, uśmieszki i tasiemcowe sygnaturki. Tak z częstotliwością kilku, kilkunastu linijek na sekundę i to non-sto przez ponad dwie godziny.

Totalny harmider. Zbiórka Mr. Hyde’ów.

To porażająco przerażające.

[1] Dr Jekyll jest cenionym londyńskim lekarzem, który odkrywa sekret eliksiru pozwalającego zmienić postać. Pod osłoną nocy Dr Jekyll zamieni się w Mr Hyde’a, który staje się ucieleśnieniem zła (m.in. morduje niewinnego staruszka). Dr Jekyll nie mogąc pogodzić się z podwójną osobowością popełnia samobójstwo

Dwie wiadomości w sobotę wczesnym popołudniem otrzymałam. Od której zacząć – od tej dobrej czy od tej drugiej dobrej. Dobrze.. może chronologicznie.

Pierwsza dobra widomość to ta, że wykrakana w sierpniu zeszłego roku przeze mnie zapowiedź, iż Polska Republika, w zamyśle jaki miał Wielebny JS, nie ma szansy na przetrwanie, no,  dziś, o 16.04, przepowiednia się sprawdziła.  Wielebny JS raczył był oficjalnie potwierdzić moje zdolności jasnowidzenia..  http://www.secondlife.pl/viewtopic.php?t=4819 

Może w niedalekiej przyszłości pozwolę sobie wygłosić mowę pogrzebową, która zresztą od dawna w sobie noszę. Coś się skończyło, aby zaczęło się coś. Umarł Król, niech żyje Król .. oops, Królowa.

Oto i ta druga dobrzejsza wiadomość ..  kilka dni temu dostałam in-world zaproszenie, a jakże, imienne. Wow. Od Samej Imperatorowej. Zaproszenie na otwarcie drugiej części Polish Community czy Polish Arena.. Swoja drogą, ujednolicilibyście nazewnictwo.

Nieskromnie sobie pomyślałam, że widać nie jest ze mną aż tak źle, po tym wpisie o Macdonaldyzacji, skoro sama Imperatówna mnie na imprezę wzywa. Wprawdzie już od rana starałam się wprawić w dobry humor, potem ta wiadomość o upadku PR, więc tym bardziej pełna zapału postanowiłam, że tym razem to ja pokażę różki. Ubłagałam kolegę, który był mój dom w poszukiwaniu kawy i sobotniej szarlotki nawiedził, aby tę chwilę w SL posiedzieć i zobaczyć, jakim to znów KFC czy inna hamburgerownią nas uraczą.

Po małych perypetiach z niemożnością dostania się na rejon według podanego Landmarka, kombinowaniem z mapą teleport zadział… i wiecie co.. oboje z Jurkiem aż sapnęliśmy z wrażenia.

 

CAS__004

I możecie sobie, Ci co czytali poprzednie moje wpisy, wyobrazić moją pierwszą myśl i pierwszy komentarz siedzącego ze mną ramię w ramię przyjaciela..

– Ty, Anka.. Oni to pod Ciebie zrobili. Chciałaś wsi, to ją masz..  Superzasto.

No tak. Na Picassie znajdziecie wszystkie fotki jakie zrobiłam ale gdy się tak rozgadałam to… no dobrze.. powiem chociaż słów brakuje. Widziałam już wiele rejonów w SL ale to… to jest jest cudowne. Latałam tam, biegałam i szalałam w tych łanach zboża, naprawdę zauroczona, odkrywając to kwiatki, to grzybki, to ptaszki. Ktoś, kto to zrobił, ma ode mnie potężnego całusa.  Ktoś kto to wymyślił, kto wpadł na ten pomysł.. nie, nie mam się czym wywdzięczyć.

Potem zaś sobie przypomniałam o tej uroczystości otwarcia. Grupa zielonych punkcików za górą stała więc ładnie poleciałam na miejsce. Cisza i spokój, domyśliłam się, że to może na voice biegnie. Miałam słyszącego obok więc bez namysłu aparaturę nastroiłam. Okazało się że i owszem i jakaś gimnazjalistka mowę powitalną czyta. Potem podobno dukała też przedszkolną angielszczyzną.

Mój komentator zaśmiewał się przy tym, że nasi naczelni politycy lepiej w okresie kadencji się angielskiego naumieją niż ta dziewczynka. Nie mnie to oceniać.

CAS__022 

Ale to tak naprawdę nie ważne. Było na koniec zaproszenie do zwiedzenia reszty wyspy. Zachęcona powitalnym polem pełnym chabrów i maków, pobiegłam co sił w awatarzych nogach za resztą towarzystwa, aby może znaleźć coś, do czego mogłabym się przyczepić. No tak naprawdę już w to nie wierzyłam, po prostu zżerała mnie ciekawość, co jeszcze, co jeszcze.

Ale mam powód i czepiam się.. bo to jest niesprawiedliwe, aby moje marzenia ktoś tak sobie z mojej głowy bez moje wiedzy ot tak, wziął i bezwzględnie wykorzystywał.

CAS__026

Bo jak mogę ze spokojnym sumieniem sobie utyskiwać na tęczowe, cudowne krajobrazy. Właściwie to każdy krok przynosił mi coś niespodziewanego, coś absolutnie fantastycznego i oryginalnego. Nie będę sie dalej zachłystywać bo tego sie nie da. Weźcie sobie dowolny słownik zachwytów i komplementów, i tu całość po trzykroć wklejce.. to będzie i tak mało.

A co zwraca szczególną uwagę..  a pomysłowość, wizja i perfekcyjne dopracowanie najdrobniejszych szczegółów, takie drobiażdżki wszędzie dookoła, coś co buduje ten nastrój.

CAS__042

I nawet spotkanie z tygrysem, na którym wylądowałam, było wspaniałe i wesołe. Ja się przestaszyłam bo na cacie jakieś kolicje mi nagle sie pojawiły a do tego mój przyjaciel, gdy opadłam na wirtualna ziemię, omal mi z sąsiedniego fotela nie spadł, zaśmiewając się omal do łez.

 

CAS__040

Dopiero po chwili gdy się uspokoił, przy małej pomocy mojego lodowate spojrzenia (chyba), to wyjaśnił mi, że gdy lądowałam na tym białym bengalskim futrzaku, z głośnika wydobył się przeraźliwy ryk wyraźnie zbolałego kota.

CAS__077

Obejrzyjcie sobie wszystkie zdjęcia na galerii w Picassie http://picasaweb.google.com/AnnulkaZ/PolishCommunityRejonStartowy# bo już jutro nikt tam nie będzie mógł wejść.

I tu Was mam.. tego, przyznam się, nie rozumiem, drodzy twórcy Polish Arena czy Community. Robicie coś naprawdę wspaniałego, niesamowitego i nie omieszkam powiedzieć, cudownego. Pokazujecie to apotem zamykacie. Rozumiem, że to dla początkujących. Ale czy aby po tej zatykającej dech w piersiach wędrówce, taki newbie trafiający dalej do MacDonalda i nie mogący powrócić do tego wspaniałego początku wrócić to jest fair ? Ileż rozczarowań będzie. Czy tylko liczycie ze coraz to kolejni sie będą rejestrować aby potem zobaczywszy resztę świata stwierdzić że to chyba nie to.. na początku oszałamiająca a potem co ?

Zrobiliście coś zbyt odbiegającego swym urokiem od reszty. A może to tylko demo. Newbie wchodzi, patrzy jak jest wspaniale, nabiera apetytu i błąka się po SL-owie w poszukiwaniu innych tak wspaniałych miejsc. Ale nie znajdzie już zadnego takiego..

Może tylko na razie nie znajdzie..

Apeluje, nie zamykajcie przed tymi, co szkołę mają już za sobą, tego najpiękniejszego zakątka w całym Second Life.

Najnowsze komentarze

Anusisko.Z o Świeżutkie starocie
Pytanie o Świeżutkie starocie
Anusisko.Z o Świeżutkie starocie
Pytanie o Świeżutkie starocie
filczyk o Jak to z malowaniem jest …
Kwiecień 2017
Pon T Śr T Pt S S
« Lip    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

Natężenie

  • 20,801 wejść

Najczęsciej klikane

  • Brak

Najpopularniejsze wpisy